Życie bez bólu – historia pierwszego w Polsce dziecka z diagnozą CIPA
Data wpisu: 11 lutego 2026
Wyobraźmy sobie dziecko, które łamie rękę i nie płacze. Nie dlatego, że jest wyjątkowo odporne, ale dlatego, że jego organizm nie wysyła sygnału bólu. Dla rodzica to sytuacja, która burzy wszystkie znane schematy bezpieczeństwa. Tak wygląda codzienność Krystiana – pierwszego w Polsce dziecka zdiagnozowanego z wrodzoną niewrażliwością na ból z anhydrozą (CIPA).
Ten artykuł towarzyszy odcinkowi podcastu „Medical Talks”, w którym Joanna Sobolewska rozmawia z Żanetą Dąbrowską – mamą Krystiana – o wieloletniej drodze do diagnozy, życiu w stałym zagrożeniu i systemowych lukach w opiece nad pacjentami z chorobami rzadkimi.
W artykule poruszamy m.in.:
-
czym jest wrodzona niewrażliwość na ból z anhydrozą (CIPA)
-
dlaczego brak bólu może zagrażać życiu
-
jak wygląda codzienność dziecka z tą diagnozą
-
dlaczego choroby rzadkie tak długo pozostają nierozpoznane
-
jaką rolę odgrywa rodzic jako pierwszy i najważniejszy „system alarmowy”
Choroba, która nie boli – i dlatego jest niebezpieczna
CIPA to jedna z najrzadszych chorób genetycznych, w której organizm nie odczuwa bólu głębokiego i nie potrafi regulować temperatury ciała poprzez pocenie się. W praktyce oznacza to brak podstawowego mechanizmu ostrzegawczego. Złamania, poparzenia czy przegrzanie nie wywołują reakcji, która u zdrowego człowieka skłania do natychmiastowej ochrony organizmu.
W życiu Krystiana brak bólu prowadził do sytuacji skrajnych – złamany nadgarstek z wystającą kością, uszkodzenia kręgosłupa czy poważne urazy stawów pozostawały niezauważone do momentu, gdy pojawiały się widoczne deformacje. Dla jego mamy oznaczało to życie w ciągłej czujności. Każdy dzień wymagał obserwacji, kontroli temperatury ciała i sprawdzania, czy na skórze nie pojawiły się nowe rany. Brak bólu nie dawał ulgi – przeciwnie, oznaczał nieustanne zagrożenie.
Dziecko bez diagnozy i lata błądzenia po systemie
Ciąża Żanety przebiegała prawidłowo, jednak poród zakończył się dramatycznie. Krystian urodził się w ciężkim stanie, z rozszczepem podniebienia i problemami oddechowymi. Już w pierwszych tygodniach życia doszło do poważnych powikłań, w tym zapalenia płuc i epizodów zatrzymania oddechu. Z czasem zaczęły pojawiać się kolejne niepokojące sygnały, których nikt nie potrafił jednoznacznie połączyć w całość.
Przez wiele lat rodzina krążyła pomiędzy szpitalami i specjalistami. Podejrzewano choroby nowotworowe, reumatologiczne, neurologiczne i metaboliczne. Krystian był leczony sterydami, przechodził kolejne operacje, a brak jednoznacznej diagnozy potęgował bezradność. Dopiero po 12 latach, dzięki czujności jednego z lekarzy i badaniom genetycznym, potwierdzono mutację genu HSAN 4 odpowiedzialną za CIPA. Diagnoza przyniosła ulgę, ale też gorzką refleksję nad tym, jak łatwo choroby rzadkie pozostają niewidoczne w systemie ochrony zdrowia.
Codzienność pełna interwencji medycznych i decyzji granicznych
Życie Krystiana to dziesiątki hospitalizacji, od 20 do 30 operacji i nieustanna gotowość do reagowania. Jego organizm potrafił sam odrzucać fragmenty kości, a rany goiły się bez bólu, co często prowadziło do niezrozumienia ze strony personelu medycznego. Spokój dziecka w obliczu ciężkich urazów bywał interpretowany jako brak problemu, podczas gdy matka była jedyną osobą dostrzegającą realne zagrożenie.
Diagnoza jako początek misji, nie koniec drogi
Po latach chaosu diagnoza stała się punktem zwrotnym. Dziś gen Krystiana jest również przedmiotem badań naukowych, które mogą w przyszłości pomóc pacjentom cierpiącym na przewlekły ból.
W rozmowie wybrzmiewa także głos samego Krystiana – nastolatka zmęczonego szpitalami, procedurami i ciągłymi ograniczeniami. Jego marzenie nie jest spektakularne. Chce po prostu żyć bez bólu, którego nie czuje, i bez strachu, który towarzyszy mu każdego dnia. Ta historia przypomina, że empatia, uważność i czas są w medycynie równie ważne jak diagnozy i procedury.

